Wiosna w życiu

Wiosna a z nią nowy etap.

Jesteśmy już po kilku spotkaniach w Ośrodku Adopcyjnym. Ciągle dowiadujemy się o sobie czegoś nowego. Stajemy przed nowymi wyzwaniami, lękami ale dajemy radę – jesteśmy w tym razem. Wspieramy się – rozmawiamy. Wiele rzeczy musimy przerobić na nowo. 

 Okazało się że najtrudniejszy do pokonania jest dla nas czas  - podobno to jakieś 3-4 lata. W Polsce nie ma dzieci do adopcji. Wiele myśli krąży mi po głowie zwłaszcza kiedy słyszę o kolejnym pobitym dziecku czy zmaltretowanym noworodku.

Nie ma dzieci ponieważ:

A- jest tak wspaniale i wszyscy nagle pokochali swoje dzieci z domu dziecka i wystąpili o przywrócenie praw rodzicielskich

czy może

B- zobaczyli w swoich dzieciach szanse na zarobienie kilku złotych a dokładnie 500. 

Czy ktoś naprawdę troszczy się o dobro tych dzieci ? Czy ktoś to widzi ? ? ?

Nie mogę byś niesprawiedliwa  dodam jeszcze odpowiedź

C- naprawdę oddali dzieci bo nie mieli środków na ich utrzymanie i teraz to się zmieniło.

Ale jeśli ktoś kiedykolwiek interesował się tym tematem sam wie jak niewielki jest to odsetek ludzi.

Czas. Nie odpuścimy.

Wiem że gdzieś tam czeka na nas nasze dziecko.

adopcja-550x350

kolejna wiosna

Niestety tym razem również się nie udało. Nie wiem dlaczego, nikt nie wie.

Kolejny rok, kolejne święta, kolejne pytania – kiedy wy wreszcie zdecydujecie się na dzieci… i te „dobre rady” rodziny…

Przepraszam ale chyba potrzebuje odrobiny samotności żeby pozbierać i skleić to co zostało z mojego ja.

Nie wiem co dalej. In Vitro ?? Adopcja ?? Pustaka??

 

motyl

Dawno nie pisałam, aż nie wiem od czego rozpocząć.

Badania – jak to powiedziała Pani doktor ” z badań wynika że przyczyna bezpłodności jest nieznana.” Po tej informacji podeszłam do kolejnej próby inseminacyjnej, no bo co innego nam pozostało???

Kolejna próba w zasadzie niewiele różniła się od poprzedniej tyle, że tym razem mój mąż był ze mną, a na ogromnym ekranie mogliśmy popodziwiać ruchy plemniczków.

Zabieg przeprowadzał mi inny lekarz i nawet się cieszę ponieważ pierwszy raz od baaaardzo dawna ktoś zapalił w nas iskierkę nadziei: ” ma Pani takie tyłozgięcie macicy że się nie dziwie Pani problemom zajścia w ciąże, jak się kochacie?? (…) powinniście zmienić pozycje bo te działają na Panią jak antykoncepcja naturalna. ” Pierwszy lekarz który nam o tym powiedział. Po tylu latach starań, po tylu rozmowach z najlepszymi z najlepszych na śląsku i w Warszawie.

Tak więc dziś jestem po wizycie kontrolnej. Wszystko przebiega prawidłowo. Nie ma żadnych przeciwwskazań żeby się nie udało. Za dziesięć dni mam wykonać test ciążowy.

Czy się uda?? Nie wiem ale wiem że czuję się inaczej – jak ??? To trudne do opisania – jak gdybym połknęła motyla. Czuje że coś we mnie rośnie, mam nadzieje że uda mu się rozłożyć skrzydła.

 

 

W kierunku szczęścia

Kolejny krok w stronę szczęścia – zmieniliśmy klinikę. Może ta będzie dla nas bardziej odpowiednia.

Lekarka prowadząca dr Starosławska, bardzo skrupulatna i dokładna w swojej pracy. Dużo pytała, dużo mówiła.

Nie chcę nadziei, tej mam już dość che rezultatów – tylko to mnie tym razem interesuje.

Badania – bardzo kosztowne, podobno mają dać nam odpowiedzi których szukamy.Czy dadzą ??  Sprawdzimy 20 lutego.

 

 

Akupunktura lekiem na bezpłodność?

Sama nie wiem co o tym myśleć, jak to nazwać – akt desperacji ??, a może poprawa szans?, pewnie parę z was umieściłoby to w kategorii „głupota,” ale jest coś we mnie co nie pozwala mi tego tak nazwać – to coś to nadzieja.

Akupunkturę wykonała mi bardzo polecana osoba. Trzy zabiegi – dzień po dniu. Nie bolało więcej niż ukąszenie komara. Kuła mnie nieco ponad kosatkami u stóp, po obu stronach brzucha i pod pępkiem. Podobno byłam bardzo zblokowana. Cały czas powtarzała że powinnam w to uwierzyć bo ona pomogła już wielu parom. Nie znam żadnej z nich, ale bardzo chciałabym wierzyć że to prawda – że to pomoże.

Kolejna iskierka.

Kubuś

Wszystko między nami powróciło do normy. Jest jak dawniej. Może to ten stres, może za dużo pracy… Jest dobrze i to najważniejsze. Nie wyobrażam sobie życia bez niego.

Dziś widziałam się z moim bratankiem – Kubusiem, ma 1,5 roczku niebieskie oczka, anielskie włoski – jest taki śliczny i radosny. Jest taki jaki powinien być. Nie wiem czy kiedyś nam się uda, ale to wielkie szczęście móc mieć takiego bratanka.

 

 

 

Coś między nami…

Ostatnie tygodnie są jakieś inne. On jest inny, zamyślony, nieobecny, nie słucha kiedy mówię, sam prawie się nie odzywa, a ja popadam w smutek. Próbuje do niego dotrzeć wszelkimi sposobami… I nic.

Teraz wiem czym jest samotność we dwoje. Każdej nocy gdy zasypiam obok niego zastanawiam się co robię źle.

Kiedyś mój mąż powiedział mi, że rozwody biorą się z braku rozmów, że zamiast naprawiać ludzie wolą wymieniać. Obiecał mi wtedy, że on zawsze będzie naprawił.

Nie wiem co dalej, nie wiem jak sama mam naprawić coś co pozornie jest dobre. Wiem tylko, że z każdym dniem oddalamy się od siebie coraz bardziej. Boje się że pewnego dnia nie będzie już o czym rozmawiać..

Wiosna czy lato w sercu wciąż pustka

Każdego dnia myślę o tym co nas czeka dalej. Zawsze marzyłam o trójce dzieci. O świętach jak z bajki, o wakacjach nad morzem i feriach w górach całą rodziną  moją rodziną. Tymczasem ciągle jesteśmy we dwoje. Mam już prawie 31 lat i ciągle jesteśmy sami. Boję się że jeśli nic nie zrobimy tak już zostanie. Tylko czy jest coś czego jeszcze nie zrobiliśmy poza in vitro którego nie chcemy??

Od kilkunastu dni w naszym życiu na nowo pojawił się temat adopcji.